Kategorie

Wybierz interesujący Cię dział

Mililitr elegancji

Data: 06.08.2013 Autor: Paulina Wiśniewska
W1siziisijiwmtmvmdkvmdmvmtlfmdhfmzlfnju2x3blcmz1bxkuanbnil0swyjliiwianbnil0swyjwiiwidgh1bwiilcixmdi0edmymcmixv0

Rozlewnie perfum to stosunkowo nowy wynalazek na polskim rynku. Poupychane w niewielkich lokalach, między sklepem ze sznurowadłami a piekarnią, szybko powstają i jeszcze szybciej znikają z panoramy miasta. Czym są i co oferują?

Szyk za złotówkę

Kolorowy szyld rozmywa się nieco w całym lesie podobnych tabliczek, reklamujących ciasno upchnięte sklepiki i warsztaty na jednej z krakowskich ulic. Trzeba go uważnie wypatrywać.

Wnętrze przypomina aptekę. Oszczędny minimalizm, żadnych zbędnych ozdób, tylko szklana lada i półki pełne pękatych flakonów. Na ladzie setki próbek z cyferkami na lśniących zakrętkach. Można być zaskoczonym, bo zwykle od perfumerii bucha ciężki i słodki zapach perfum. Tutaj – nic. Sklepik nie ma ani koloru, ani zapachu, ani faktury. Tylko biel, szkło i promienna pani za ladą, ze swadą doradzająca klientkom.

Mimo, że sklepik jest mały i nie rzuca się w oczy, klientek nie brakuje. Sprawdzają, porównują, dyskutują. Jedna z pań, przystojna blondynka po czterdziestce, zdaje się być fanką „Miracle” Lancôme i jest bardzo rozczarowana, że akurat się skończyły. Młoda, może dwudziestoletnia dziewczyna robi wielkie oczy, kiedy dowiaduje się, że za koszmarnie drogie „Angel” Thierry Mugler (około 390 zł za 100 ml w regularnej sprzedaży) tutaj może zapłacić złotówkę za każdy mililitr. Trochę niepewna bierze 10 ml plus buteleczka (za którą płaci się osobno) i wychodzi. Na jej twarzy maluje się rozbawione niedowierzanie.

Takie sklepiki, nazywane dostojnie „rozlewniami perfum” to stosunkowo nowy wynalazek na polskim rynku. Poupychane pokątnie w niewielkich lokalach, między sklepem ze sznurowadłami a piekarnią, szybko powstają i jeszcze szybciej znikają z panoramy miasta. Ich klientela to przede wszystkim kobiety, aspirujące do miana kobiet eleganckich. Zwykle niezbyt zamożne, których nie stać na kosztowne zakupy w perfumeriach. Wiele z nich jest zresztą przekonanych, że kupuje oryginalne produkty, tylko bez firmowego flakonu i marży sklepowej. Informacje o kolejnych rozlewniach przenoszą się właściwie tylko pocztą pantoflową. To jest jedyny sposób, żeby dowiedzieć się o nich czegokolwiek. W internecie, poza danymi adresowymi, na ogól nie ma żadnych innych danych. Przede wszystkim tego, skąd biorą się tak tanie perfumy i kto je produkuje. Zainteresowanie kobiet bierze się w dużej mierze z niewiedzy, czym w istocie jest rozlewnia perfum.

Skomentuj

Popierają nas

Walkę z podróbkami wspierają znane marki

Facebook

Dołącz do walki z podróbkami

Wspieraj nas

Wstaw nasz baner na swoją stronę