Kategorie

Wybierz interesujący Cię dział

Mięsne przekręty cz. I - wołowina koniną faszerowana!

Data: 16.02.2014 Autor: Jakub Kosek
W1siziisijiwmtqvmdivmtyvmtffntrfntbfmti1x3dvlnbuzyjdlfsizsisimpwzyjdlfsiccisinrodw1iiiwimtaynhgzmjajil1d

Rynek spożywczy w Polsce nafaszerowany jest zarówno produktami niskiej jakości, jak i oszukanymi towarami, zalewającymi nasze sklepy. Mięsne przekręty to niemal codzienność. Na początek sprawdźmy winy po stronie fałszywej wołowiny.

Wyniki raportu Komisji Europejskiej z 2013r. nie wyglądają za dobrze: spośród ponad 4,1 tys. badań mięsa wołowego przeprowadzonych w całej Unii Europejskiej, w prawie 200. przypadkach stwierdzono w nim obecność koniny. Komisja podała, że we wszystkich państwach członkowskich przeprowadzone zostało 7 259 testów, z czego 4 144 na obecność końskiego DNA w wołowinie i 3 115 na obecność fenylobutazonu w końskich tuszach. 193 testy wykazały obecność końskiego DNA (4,66%), a 16 wykazało ślady fenylobutazonu (0,51%). Najwięcej przypadków koniny w wołowinie stwierdzono we Francji (47), Grecji (36) oraz Niemczech (29). W Polsce stwierdzono 5 przypadków. W państwach członkowskich wykonano kolejne 7 951 testów na obecność koniny w mięsie wołowym. Przeprowadzili je producenci, przetwórcy i dystrybutorzy żywności. W 110. przypadkach stwierdzono obecność mięsa końskiego. Oszukane mięso to problem występujący w całej Europie.

Przyjrzyjmy się, w jakiej postaci możemy kupić wołowinę w polskich sklepach. Tradycyjnie - mięso na wagę, porcje na tackach, mięso mielone, mięso z przeznaczeniem na tatar i w formie gotowców. Do wyboru mamy wołowinę mleczną, którą lepiej użyć do rosołu i mięsną z przeznaczeniem m.in. na steki. Ze względu na wiek krów podział jest powszechnie znany - w sklepach dostaniemy cielęcinę, młodą wołowinę oraz mięso od krów dojrzałych.

Eko-krowy piwem pojone!

Najwięksi producenci mięsa wołowego to USA, Brazylia i Chiny. Najdroższa i podobno najsmaczniejsza pochodzi z okolicy Kobe w Japonii, kosztuje – bagatela, ok. 2 tys. zł za kilogram. Elitarne krowy Wagyu są karmione eko-paszą składającą się między innymi ze zbóż, ziemniaków, ryżu i roślin strączkowych - wszystkie składniki pochodzić muszą z ekologicznych upraw, gdzie nie wykorzystuje się pestycydów. Poza tym bydłu podaje się codziennie starannie skomponowaną mieszankę witaminową, a także w celu zaostrzenia krowiego apetytu – piwo… Hodowcy puszczają krowom muzykę i oferują specjalny masaż - to dopiero oryginalni sprzedawcy! Ale może zejdźmy na ziemię…

kobebeef.jpg
(źródło: www.flickr.com )

Dojrzałość wołowiny najlepiej rozpoznać po kolorze. Cielęcina jest jaśniejsza, jasnoczerwona. Im krówka starsza tym mięso ciemniejsze. Świeże, młode mięso jest wilgotne, matowe, błyszczące po przecięciu. Powinno mieć jasnoczerwony kolor, jasny tłuszcz, być marmurkowate i soczyste. Dobre mięso jest sprężyste, nie powinno być zbyt miękkie i śliskie. Ciemniejsze jest mięso z dojrzałej krowy. Jest ciemnoczerwone, a jego tłuszcz ma żółtawą barwę. Jeśli kupujemy mięso na tackach, na przykład w hipermarketach najpierw sprawdźmy datę ważności – to absolutna podstawa. Wokół mięsa na tacce nie powinna pływać woda. Sprawdzajmy oznaczenia, logo QMP, czyli Quality Meat Program - to certyfikat dobrego mięsa wołowego. Został opracowany przez Polskie Zrzeszenie Producentów Bydła Mięsnego w 2008 r. i uznany przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi za oficjalny krajowy system jakości żywności. Mięso z takim oznaczeniem będzie kruche, odpowiednio miękkie, soczyste i łatwe do obróbki. Cena będzie wyższa, ale przynajmniej wiemy, za co płacimy.

QMP_Dobra_Wolowina_logo_1200px.jpg
(źródło: www.newsgastro.pl)

Zawijańce, układańce i mieszanki, czyli jak robią nas w konia!

Największe przekręty dotyczą mięsa mielonego i gotowych, szczelnie zamkniętych, mięsnych wynalazków. W sklepach możemy natknąć się na „układańca”, czy też „układankę” (funkcjonuje kilka roboczych nazw) – to klasyk – stare, mielone mięso wołowe układane jest pod świeżym, data ważności na paczce zostaje przebita i leci w ręce klienta. Kolejna mięsna gwiazda to „zawijanka” – mięso stare jest owinięte mięsem świeżym; oczywiście występuje również standardowa mieszanka – mięso wołowe jest wymieszane z wieprzowiną i sprzedawane jako mielona wołowina. Jeżeli kupimy jeden z takich oszukanych produktów – zgłośmy reklamację, potrzebujemy tylko paragon, a sprzedawca ma obowiązek ją przyjąć. Sprawdzajmy również skład na tackach z mięsem mielonym, obecność wody, tkanki łącznej - warto zwrócić uwagę na stosunek tkanki łącznej do białka mięsa, im większy – powyżej 15% tym gorzej. Oczywiście najlepiej jest kupić dobry kawałek sprawdzonego mięsa i zmielić je samemu w domu.

Sklepowe tatary - szemrane towary?

W sporej ilości mięsnych afer w Polsce głównym bohaterem był sklepowy, paczkowany tatar. Kontrowersje wzbudzał przede wszystkim skład tatarów, który to bywa rożny. Najczęściej jedno opakowanie zawiera następujące składniki: mięso wołowe (np. 80% - to i tak nieźle), regulator kwasowości – E325, E331, sól, olej rzepakowy, błonnik z grochu, skrobię z grochu, maltodekstrynę, ekstrakty i olejki eteryczne przypraw, przeciwutleniacz – E301, hydrolizat białka sojowego, glukozę, substancje wzmacniające smak i zapach – E621, ekstrakt drożdżowy, aromat, substancję konserwującą – E250. No na świętą, indyjską krowę – nie brzmi to zachęcająco do współpracy! Sklepowe „steki na hamburgery” to również mieszanki m.in. mięsa wieprzowego, wołowego, mięsa oddzielanego mechanicznie, wody, białka sojowego, skrobi ziemniaczanej, mąki pszennej, błonnika roślinnego i E-dodatków. Takie produkty są tanie i szeroko dostępne w sklepach. Tyle, że ze 100% wołowym antrykotem nie mają praktycznie nic wspólnego. Jednak dużo większy problem stanowią produkty, które podszywają się pod znane marki i są wytwarzane z surowców innych niż wskazane na etykiecie, a takich jest niestety na rynku niezwykle dużo.

6974988070_a03c47544d_b.jpg
(źródło: www.flickr.com)

Z szacunków Polskiej Federacji Producentów Żywności wynika, że nawet do 25 proc. żywności znajdującej się w obrocie pochodzi z szarej strefy. Chodzi tu właśnie o produkty, które nie tylko podszywają się pod znane marki lub są wytwarzane z surowców innych niż wskazane na etykiecie, ale są też produkowane przez niezarejestrowane podmioty. W zeszłym roku Polacy kupili sfałszowane produkty oraz towary pochodzące z niewiadomego źródła o wartości prawie 59 mld zł. Dwa lata temu rynek ten był wart nieco ponad 57 mld zł!, a w momencie wejścia naszego kraju do UE – 40–44 mld zł*. Najczęściej fałszowane jest mięso i wódka, czyli jedne z tych produktów spożywczych, które Polacy kupują najchętniej.


*Dane za: www.gazetaprawna.pl.

Skomentuj

MG
ponad 4 lat

Odniosłem wrażenie, że według autora dodatki spożywcze to "zło konieczne". Szczególnie pojeratywny wydźwięk mają słowa kierowane bezpośredno do tzw. E-dodatków. Pragnę tu zaprotestować. Produkty syntezy chemicznej mogą budzić obawy, to oczywiste. Pojawiają się one głównie z strachem przed dziwnie brzmiącymi nazwami lub symbolami, pozornie nic nieznaczącymi. Niemniej, bardzo często są to obawy nieuzasadnione. Stosowanie dodatków sporzywczych jest konieczne w dzisiejszym świecie, inaczej żywność miałaby krótki czas przydatności do spożycia, co w oczywisty sposób odbiłoby się na cenie. Weźmy przykład pierwszy z brzegu - antyoksydant E301. To nic innego jak sól sodowa kwasu askorbinowego (większej grupie znana pod nazwą pochodnej witaminy C). Pytam, czy równie duże obiekcje pojawiają się przed łyknięciem tabletki podczas przeźiębienia, ba, przed wypiciem herbaty z cytryną? Co do bezpieczeństawa stosowania licznych dodatków to proszę być spokojnym. Cały arsenał chemików badał, bada i badać je będzie na wszystkie możliwe sposoby. Wiedzę naszą budujmy na faktach, nie na mitach.

Default_avatar
Kuba Kosek
ponad 4 lat

Szanowny "MG", szczerze mówiąc spodziewałem się podobnego komentarza. Zgadzam się, że stosowanie dodatków spożywczych jest konieczne w dzisiejszych czasach, bo żywność miałaby krótki czas przydatności do spożycia. Nie traktuję ich jak "zło konieczne", fragment: "No na świętą, indyjską krowę – nie brzmi to zachęcająco do współpracy!" traktowałbym raczej z dystansem jako ironiczny, subiektywny, odautorski komentarz ;) We fragmencie dotyczącym e-dodatków chodzi przede wszystkim o poinformowanie nieświadomych konsumentów o tym, że nie kupują oni tatara o zawartości 100% mięsa. W sieci można znaleźć wiele przykładów afer, gdzie e-dodatki są traktowane przez wypowiadających się na ich temat – prawie jak trucizna, która niemal zabija – oczywiście, że jest to przesada. Cieszy mnie, że chemicy badają dodatki na wszystkie możliwe sposoby, liczymy na nich ;) Jednak sam tekst koncentruje się przede wszystkim wokół oszukanego mięsa, mieszanek wołowiny z koniną i ma zachęcić konsumentów do bardziej krytycznego wybierania produktów mięsnych w sklepach. Pozdrawiam (i proszę zwracać większą uwagę na ortografię w komentarzach).

MG
ponad 4 lat

Przede wszystkim dziękuję za zwrócenie uwagi. Ma Pan rację. Słownik ortograficzny nie gryzie :). Na uwagę zasługuje fakt, że krytycznie odnosi się Pan do tych rewelacji, jakoby funkcjonale dodatki spożywcze były trucizną, która niemal zabija. Początkowo miałem odmienne wrażenie, jednakże w komentarzu wszystko się wyjaśniło. Muszę się z Panem zgodzić, że istnieje uzasadniona potrzeba uświadamiania konsumentów, że to co kupują nie zawsze jest tym, co chcieliby kupić, a tym bardziej zjeść. Niepokojące są doniesienia o obecności różnych medykamentów w mięsie. Powołuje się Pan na raport Komisji Europejskiej, który donosi o zawartości m.in. fenylobutazonu. Moim skromnym zdaniem dużo bardziej niebezpieczna jest obecność antybiotyków (co niestety też się zdarza) w różnych produktach pochodzenia zwierzęcego. Może to prowadzić do tzw. antybiotykooporności u ludzi i znacznie utrudniać leczenie ewentualnych chorób. Po tytule artykułu wnioskuje, że temat będzie jeszcze rozwijany. Czekam zatem na kolejną odsłonę.

Popierają nas

Walkę z podróbkami wspierają znane marki

Facebook

Dołącz do walki z podróbkami

Wspieraj nas

Wstaw nasz baner na swoją stronę